Świerczki i brudne łapki, czyli zasłyszane w pociągu

284H

Całkiem niedawno musiałam pojechać do Olsztyna pociągiem. Wyjazd bardzo wcześnie, bo o 6:34. Wchodzę na dworzec, kupuję bilet. Pani w kasie, informuje mnie, że pociąg jest już podstawiony na peronie, więc mogę zająć miejsce. Oczywiście, korzystam z rady uprzejmej pani, ponieważ jest za zimno na spędzanie upojnych poranków na peronie.

Wchodzę do wagonu. Spoglądam na puste miejsca i zajmuję jedno z nich. Po chwili nadciąga wysoka, szczupła pani w średnim wieku i pyta, czy pozostałe trzy miejsca są wolne. Odpowiadam, że tak, wciąż zastanawiając się, na co szczupłej pani, aż trzy wolne miejsca. Nie wnikam jednak. Spoglądam za okno. Do odjazdu jeszcze kwadrans. Opieram głowę o chłodną szybę, spoglądając na ludzi, którzy pakują się do pociągu obok. Po chwili wpada zdyszana staruszka i sporo młodszy pan w dresie. Okazuje się, że to towarzysze mojej  szczupłej sąsiadki, która zarezerwowała wolne miejsca wokół.

- Nie całuj mnie!- krzyczy szczupła pani do staruszki.

- A cóż to się stało?- pyta jej znajoma.

- Pieska głaskałam i łapki mam brudne…- wyjaśnia.

- Ale buźki nie masz brudnej- śmieją się obie, gdy ich towarzysz rozsiada się koło mnie.

Pociąg rusza, a panie wciąż dyskutują o brudnych łapkach:

- Mój Boże- wzdycha staruszka.- To po coś ty tego pieska głaskała?

- Bo ja lubię pieski Bożenko, tylko nie lubię, gdy się brudzą od nich łapki- spoglądam na kobiety ponad promienie słońca, wpadające do wagonu. Zastanawiam się, czy one mówią tak naprawdę, czy może stukot kół pędzącego pociągu robi mi jakieś zakłócenia.

- To co on robił, że się tak wybrudził?- dopytuje staruszka, a ja kątem oka widzę, że dojeżdżamy do stacji Sambrowo.

- No nic Bożenko. On po prostu jest pieskiem i śmierdzi- mówi szczupła pani.

- Piesek śmierdzi? Pierwsze słyszę…- staruszka okrywa się sweterkiem, ponieważ konduktor wchodząc do wagonu, przywlókł za sobą poranny chłód z korytarza.

- Dałabym ci powąchać moje łapki, ale nie wypada- śmieją się znów, a ja mam ochotę się rozpłakać.

Konduktor sprawdza bilety, po czym idzie dalej, a moje towarzyszki debatują, co by tu zrobić ze śmierdzącymi łapkami.

- Idź do łazienki i je po prostu umyj- nagle do dyskusji włącza się ich kolega. Szczupła pani otwiera szeroko oczy, po czym mówi- A wiesz co, masz rację. Pójdę umyć łapki i zaraz wracam.

Przewracam oczami. Boże, widzisz i nie grzmisz. I mówią, że to ja jestem blondynką :)

Pani wraca, a pociąg dociera do stacji Ostróda. Uff, połowa podróży już za mną. Jeszcze pół godzinki… Tfu, ależ mi się udzieliło :) Jeszcze pół godziny  i wysiadam.

W międzyczasie szybko streszczają sobie, co to będzie za dzień. Jak się okazuje, szczupła pani uczy biologi, staruszka jest polonistką, a ich towarzysz geografem.

Zapada krótka cisza, a po niej staruszka zaczyna:

- Wiecie co? Byliśmy ostatnio u mojej córeczki i świeczki jej posadziliśmy- mówi, a ja smutnieję. Ojejku, postawili jej świeczki… pewnie na grobie. Oczyma wyobraźni widzę zatroskaną twarz staruszki nad marmurowym pomnikiem. Spoglądam na panią, ale ona nie boleje z tego powodu. Wręcz przeciwnie, śmieje się serdecznie. Kurcze- myślę sobie- co jest?!

- A co w tym zabawnego?- pyta towarzysz.

- A bo ona nic o tym nie wiedziała- śmieje się kobieta, po czym szczupła pani jej wtóruję.

No super. Jak mogła wiedzieć, skoro nie żyje?!- myślę sobie. Ja lubię czarny humor, ale to mnie przerasta.

- Jak to?- pyta kolega staruszki.

- Przyjechała, zobaczyła i myślała, że ktoś jej zrobił psikusa.

Przyjechała?! Kurcze, że niby z zaświatów?

- Oj Bożenko, ty już po raz drugi pojechałaś do jej domu bez jej wiedzy i jej świerczków nasadziłaś…- podsumowuje szczupła pani, a ja mam ochotę się roześmiać. Toć to nie o świeczki na grobie, tylko świerczki w ogrodzie chodziło. Gdyby pani tak nie zdrabniała, a pociąg tak nie turkotał, pewnie pojęłabym to od razu, ale cóż… jestem blondynką. I na dodatek okazuje się, że głuchą :)

Miłego popołudnia.

Ania.

P.S. Kochani, serdecznie zapraszam we wtorek 10. maja o 17:00 do Biblioteki w Biskupcu (pow. nowomiejski) na moje spotkanie autorskie. Więcej szczegółów u mnie na Fanpage`u :)

34 przemyślenia na temat “Świerczki i brudne łapki, czyli zasłyszane w pociągu”

  1. Marta pisze:

    Aniu czytam, że i Ty masz czasami niesamowite przeżycia podczas podróży ;) Dlatego wolę autobusy, tramwaje i pociągi, tu zawsze się coś dzieje. W samochodzie sama nuda, aczkolwiek ostatnio radiowóz mnie wyprzedał, pan policjant machał do mnie. Ja przerażona, spojrzałam jaką prędkością jadą, zwalniam czekam aż każe mi zjechać na pobocze, a on dalej pojechał. Hm…Chyba po postu mnie zaczepił ;) Nie zrozumieliśmy się ;) Haha

    1. Ania pisze:

      Podejrzewam, że dostałabym zawału, mimo tego, że nic bym nie przeskrobała :)

  2. ~jotka pisze:

    Aniu, wcale mnie to nie dziwi, a to dlatego, że moja koleżanka miała dwie stare ciotki Klarę i Pelagię i gdy jedna szła do toalety, wołała na drugą: zobacz Klarciu, jaką zrobiłam kupkę…(serio!!!)
    Ale miałaś podróż :-)

    1. U mnie jest bardzo podobnie. Moja babcia i ciotka ciągle rozmawiają o tego typu rzeczach i też zdrabniają wszystko co się da :) A herbatka smakowała? A ciasteczko było dobre? Ja już łyknęłam swoje lekarstewka itd. :)

      1. Ania pisze:

        Moje ciocie też tak mawiają. Obym ja na stare lata nie popadła w takie zdrobnienia. :)

    2. Ania pisze:

      Padłam Jotko… Klarcia i Pelagia pobiły panie nauczycielki!!!

  3. ~mlodakk pisze:

    No proszę jakich to można konwersacji nasłuchać się w pociągu, rzeczywiście że Pani nie pomyślała o umycie łapek:D

    1. Ania pisze:

      Prawda? :)

  4. ~Gabrysia pisze:

    To i tek miałaś szczęście Aniu. ja też ostatnio sporo podróżuję pociągami. Słuchawki + smartfon, słuchawki + tablet, słuchawki + coś tam jeszcze. Zero kontaktu wzrokowego z drugim człowiekiem, nie wspomnę już o słownym. No ewentualnie godzina bezsensownego paplania przez telefon – to standard.

    1. Ania pisze:

      Rozumiem :)

  5. gabunia76 pisze:

    No to sobie panie nauczycielki porozmawiały na ciekawe tematy :) ja z reguły takie nieciekawe konwersacje zagłuszam zakładając słuchawki na uszy i odpływając razem z muzyką :) a jeszcze taka wczesna pora skłaniała by do słodkiej drzemki.

    1. Ania pisze:

      Oj przyznam, że słodka drzemka usiłowała się wkraść, ale panie tak rozprawiały, że nie dałam rady :)

  6. Takie to są rozmowy w pociągu :) Jakiś czas temu jechałyśmy w przedziale z czterema paniami lekarkami, to był kosmos!! :D

    1. Ania pisze:

      Aż boję się zapytać :)

  7. ~Anna pisze:

    Dawno nie jechałam pociągiem, ale z dawnych czasów to pamiętam. Jednak znacznie bardziej wkurzały mnie osoby, które mając słuchawki na uszach, raczyły cały przedział muzyką. To zwykle strasznie słychac…

    1. Ania pisze:

      Oj i z takimi też jeździłam. Na ogół raczyły muzyką, która niezbyt mnie interesowała :)

  8. Ultra pisze:

    Poziom rozmów czasem zwala z nóg, szczególnie gdy sypią się przekleństwa. Dziewczyny też potrafią nieźle bluzgać. Aneczko, jeszcze raz gratulacje z powodu ciekawej książki, zasyłam też serdeczności.

    1. Ania pisze:

      Dziękuję kochana :)

  9. boja pisze:

    Słuchać takiej dyskusji to naprawdę uciecha jest!

    1. Ania pisze:

      Oj uciecha nie z tej ziemi :)

  10. consek pisze:

    Och jak zrobiło się słodziuteńko… aż do zemdlenia ;)

    1. Ania pisze:

      I już wiadomo… Ja myślałam, że mnie mdli od kołysania pociągu, a tu się okazuje, że od tych pań. Dzięki Consku, zagadka wyjaśniona :))

  11. ~Maria N. pisze:

    Zdrabnianie jest fajne o ile nie robi się tego za często, bo co to za rozmowa gdzie „pienążki zostały wydane na zakupki, a do reklamóweczki trafił sweterek i skarpeciątka” -ja wymiękam przy takich osobach

    1. Ania pisze:

      Skarpeciątka? Kreatywność ludzi nie zna granic :)

  12. Ja chyba nie wytrzymałabym ze śmiechu w momencie, kiedy okazało się, że to nie o znicze chodziło :)

    1. Ania pisze:

      Daj spokój, ja tam ledwo tłumiłam, a w środku ryczałam ze śmiechu :)

  13. Podróżując pociągiem to czasami można się nasłuchać. Sama czasami wspominam studenckie czasu i podróże pociągiem do domu, a że wracało się zwykle na weekendy to pociągi zawsze były przeludnione więc historii cała masa :)

    1. Ania pisze:

      O tak, przeludnione pociągi to zmora wielu z nas..

  14. ~hegemon pisze:

    Rozmowy pociągowe i autobusowe, to świetny temat na bloga. Tylko niestety ja, gdy pojazd ruszy, natychmiast zapadam w sen głęboki i przeróżne ciekawe tematy mnie omijają…

    1. Ania pisze:

      Zazdroszczę :)

  15. kaminska pisze:

    Strasznie nie lubię takiego zdrabniania. „A może jeszcze pomidorka? Szczyporeczkiem posypać?”, „A piesek to gryzie?”, „Paragonik pani potrzebny?”. Oszaleć można ;)

    1. Ania pisze:

      Dokładnie. Jeszcze jak jest ono takie miarowe, to ok. Ale tak jak piszesz, paragonik, szczypioreczek etc. to przeraża :)))

  16. ~pani L. pisze:

    Zdrabnianie mnie nie drażni, może dlatego, że sama czasami takiej formy używam zwłaszcza, kiedy jestem w doskonałym humorze.

    1. Ania pisze:

      Podejrzewam Pani L. że robisz to w subtelniejszy sposób, niż te nauczycielki :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Google Plus
  • Twitter
  • Facebook