Czego ta baba chce… tak z rana?!

229H

Wtorek, godzina 13:00

Szef zleca mi poszukanie pewnej Uchwały w pewnej sprawie z 1992 r. Nieważne jaka uchwała, czego dotyczy. Ważny jest rok i to że musi być w wersji elektronicznej. W sumie to również rok mojego urodzenia. Szukam w Internecie. Po dwóch godzinach padam zmordowana na klawiaturę. Niestety, najstarsza Uchwała dot. owej sprawy pochodzi z 2009 r. Nie ma szans… Nie znajdę starszej…

Środa, godzina 7:00

- Szefie, nie ma w Internecie tej Uchwały, ale pomyślałam, że może zadzwonię do tej Gminy i poproszę o jakąś kopię…- proponuję, gdy przełożony właśnie wypakowuje na biurko zawartość swojej torby.

- Super, działaj- motywuje mnie.

Chwytam więc telefon i dzwonię:

- Sekretariat Gminy…- słyszę przerażony, damski głos. Może to jakaś stażystka czy praktykantka. Nie wiem.

- Witam. Z tej strony Anna… z biura projektowego… -przedstawiam się najmilej i najczulej, jak potrafię.- Dzwonię z takim zapytaniem. Mianowicie, poszukuję Uchwały…. z dnia… w sprawie… Czy jest szansa na to, aby moja firma dostała od państwa kopię, skan czy cokolwiek- produkuję się.

- Ja to nie jestem od takich spraw- słyszę po długich minutach ciszy.- Ale podam pani numer do takiego pana, który się zajmuje takimi rzeczami…

Grzecznie dziękuję, rozłączam się. Wybieram nowy numer. Za trzecim razem ktoś odbiera i historia niemalże się powtarza:

-  Witam. Z tej strony Anna… z biura projektowego… Dzwonię z takim zapytaniem. Mianowicie, poszukuję Uchwały…. z dnia… w sprawie… Czy jest szansa na to, aby moja firma dostała od państwa kopię, skan czy cokolwiek- produkuję się ponownie.

- Droga pani, ale co ja pomogę? Tu Urząd Stanu Cywilnego!- mówi mężczyzna.- Proszę zadzwonić do sekretariatu…

- Proszę pana, ale ja tam dzwoniłam!- mówię bezradna.

- I co?-pyta.

- No i dostałam numer do pana…- mój rozmówca wzdycha ciężko.- Proszę poczekać…- po chwili podaje mi dwa inne numery, pod którymi wg niego znajdzie się ktoś kompetentny.

Dzwonie na numer pierwszy, odbiera jakaś pani, która po wysłuchaniu mojej prośby, kwituje krótkim- Koleżanki, która jest pod tym numerem nie ma. Poszła na urlop- i rozłącza się. Wybieram numer drugi, który to w rzeczywistości okazuje się numerem czwartym.

-Tak?- słyszę damski głos.

-  Witam. Z tej strony Anna… z biura projektowego…- tłumaczę dla odmiany.- Dzwonię z takim zapytaniem. Mianowicie, poszukuję Uchwały…. z dnia… w sprawie… Czy jest szansa na to, aby moja firma dostała od państwa kopię, skan czy cokolwiek.

- Ja tu nie jestem od tego…- mówi moja rozmówczyni, a ja czuję, jakbym przeżywała deja vu. – Ale czeka pani, zapytam koleżankę…- słyszę trzask odkładanej słuchawki na blat biurka. W tle stukot obcasów i głośne:

- Kasia!

- Co?

- Jakaś baba z jakiegoś biura dzwoni!

- Co chce?

- Nie wiem, jakieś ustawy czy uchwały. Diabli wiedzą…

- O Boże…- wzdycha głos.- Dzwoni i dupę zawraca tak z rana.

Patrzę na zegarek. Dochodzi 11:00. Nieważne. Dajcie mi te papiery i już mnie nie ma!-myślę sobie. Po chwili, nieświadoma tego, że słyszałam ich rozmowę, kobieta podnosi słuchawkę.

- Witam. Z tej strony Anna… z biura projektowego…-mówię zrozpaczona.- Dzwonię z takim zapytaniem. Mianowicie, poszukuję Uchwały…. z dnia… w sprawie… Czy jest szansa na to, aby moja firma dostała od państwa kopię, skan czy cokolwiek.

- Droga pani, nic pani nie załatwi. Jak chcecie kopię tej uchwały to trzeba napisać wniosek. Ja pani więcej nie pomogę. Do widzenia…

Powiedzcie mi, czy w tym kraju da się cokolwiek załatwić? Wiem, nie miałam marudzić, ale miniona sytuacja sprawiła, że opadły mi ręce, nogi, o majtkach nie wspomnę :)

Miłego czwartku!

Ania

P. S.1 Na audio-blog.pl czekają dwa nowe wpisy w wersji audio. Zapraszam! :)

42 przemyślenia na temat “Czego ta baba chce… tak z rana?!”

  1. ~Gabrysia pisze:

    Aniu, Ty pewnie nie pamiętasz ale w biurokracji zawsze tak było i ja zawsze powtarzam – mamy 21 wiek , a w niektórych biurach pozostał głęboki PRL
    Kawusia, papierosik i nic ode mnie nie chciejcie. Przed 15 telefonu nikt nie odbierze a już zachowaj Panie – jak by to był piątek.
    Rejestrowaliśmy kiedyś samochód w piątek o 13 tej. No i w efekcie pani na weekend się spóźniła, bo w pospiechu pomyliła właściciela. kolor i coś tam jeszcze. A mój mąż nie z takich co się łatwo poddają. Nie podobało się paniusi oj nie….

    1. Ania pisze:

      Wiesz Gabrysiu, ja na ogół broniłam tych pań z urzędów, tłumaczyłam, że wbrew pozorom mają ciężką pracę, że każdy ma prawo do gorszego dnia.. ale te panie widocznie o 11 w południe mają już fajrant :)

  2. ~Jaga pisze:

    :) Uwielbiam przesympatycznych urzędników – nic tak nastroju z rana nie poprawia jak dobra wola ludzi „z rana” – rychło świtkiem koło południa – jak mawiała moja babcia

    1. Ania pisze:

      o 11 w pracy u siebie to ja już myślę, że lada moment idę do domu. 4 h zlatują, a roboty co niemiara… te pani też były zapewne zajęte- Pecik, kawusia, byle do fajrantu, jak już niegdyś pisałam :)

  3. Shorty pisze:

    W naszym kraju dalsze życie dla mnie nie ma sensu..lepiej uciec stąd. Rzadko da się coś załatwić..

    1. Ania pisze:

      Ja nigdy nie mam problemów w sferze administracyjnej. Akurat ten jedyny przypadek z urzędu na Kaszubach :)

  4. Jak widać niektórzy po prostu nie chcą, żeby im w pracy głowę zawracać… pracą :)
    Tak dla kontrastu na praktykach, które obecnie odbywam, byłam jeden dzień w dziale sprzedaży i mogłam się przyjrzeć pracy młodych i bardzo energicznych osób. Komunikacja między wszystkimi działami jak w zegarku, mimo że szef na urlopie i połowa starszych stażem pracowników w delegacji. Byłam miło zaskoczona.
    Myślę jednak, że to ociąganie się i przekazywanie „klienta” do kogoś innego, żeby samemu nie trzeba było pomagać, jest raczej domeną urzędów.

    1. Ania pisze:

      Też mi się wydaje. I to też nie wszystkich. Np. u mnie w Starostwie, w Sądzie czy jakimkolwiek innym obiekcie publicznym nie spotkałam się z lenistwem, chamstwem czy brakiem kompetencji. Na ogół gdy załatwiam czy to firmowe czy prywatne sprawy, zawsze wychodzę zadowolona :)

  5. ~jotka pisze:

    Aniu, nie brońmy im tej urzędniczej mentalności, o czym pisaliby wtedy satyrycy? A ile dowcipów powstało o urzędnikach… Przyczynili się więc do intensywności życia kabaretowego…

    1. Ania pisze:

      Dokładnie. Gdyby nie panie z Gminy na Kaszubach, ja nie miałabym tego wpisu :)

  6. ~hegemon pisze:

    Chciałaś zmusić do pracy urzędniczki o tak wczesnej porze??? Przecież one jeszcze trzeciej kawy nie skończyły :-)

    1. Ania pisze:

      Jestem bezczelna i niewychowana to prawda :) Ale co do tej trzeciej kawy- wybacz Hegemonie, muszę kończyć. Idę zadzwonić do tych pań, co by z ilością kofeiny nie przesadzały. No i pączków do kawy, co by za dużo nie kupowały :)

  7. Hahaha standard :)
    Sytuacja nr 1. 2-lata załatwialiśmy pozwolenie na podniesienie dachu, a to nie mieli czasu przyjechać zobaczyć domu, a to jeszcze coś donieść, a to wszyscy na urlopach, a to ktoś w sumie nie wie o co chodzi itd.

    Sytuacja nr 2. Jak budowali u nas autostradę to kupowali działki od ludzi oraz zamieniali za inne, w zależności jak ktoś chciał. U nas akurat było tak, że za część zapłacili, a resztę mieli zamienić na inne. Autostrada otwarta już jakieś 2 lata, a działki dalej nie są wpisane do ksiąg wieczystych. Pani co miesiąc mówi, że już prawie wszystko gotowe :P A ostatnio dowiedzieliśmy się, ze obiecane działki będą wpisane jako tereny zielone, więc o jakiejkolwiek budowanie nie ma mowy :)

    1. Ania pisze:

      Agnieszko, naprawdę chciałabym coś napisać… ale brakuje mi słów :)

  8. ~Maria N. pisze:

    Na całe szczęście ja do urzędów rzadko zaglądam, ale za każdym razem słyszę podobne historie. Sama wiem jak ciężko od urzędnika wyciągnąć prosty papierek, a miałam się o tym okazję przekonać przy kupnie mieszkania…najpierw się dowiedziałam, że takiej i ulicy i budynku to oni w spisie nie mają…czasem nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.

    1. Ania pisze:

      Sama pamiętam kupno własnego mieszkania… i miesiąc spędzony w bankach i urzędach. :)

  9. ~Ewa pisze:

    Za chwilę 11, a u mnie w pracy wcale już nie rano. Przecież od 11 jeszcze 4h i idziemy do domu :)

    1. Ania pisze:

      Ha ha w takim razie udanego popołudnia :)

  10. Aleksandra pisze:

    W niczym nie chcą pomóc, a potem się dziwią kobitki, że ludzie aż się boją do urzędów zaglądać:)

    1. Ania pisze:

      Ja pierwszy raz miałam taką historię :)

  11. ~Ona Tu pisze:

    Masz bardzo żywy język pisania – gdy czytałam wpis, niemal słyszałam Twój głos, jak opowiadasz zdarzenie, choć Twojego głosu nie znam :) Bardzo miło się czyta :D! Czy w tym kraju da się coś załatwić? Da – miejsce w długiej kolejce.
    PS Też nie cierpię tego typu telefonów w pracy. Dlatego czasem nie odbierałam w nadziei, że spadnie na kogoś innego ;)
    Pozdrawiam!

    1. Ania pisze:

      Dziękuję, to bardzo miłe :)
      Również pozdrawiam!

  12. makrela pisze:

    a to Polska wlasnie. zbyt czesto urzednikom wydaje sie, ze pensje powinni otrzymywac za samo bycie urzednikiem. petent to zlo konieczne wiec trzeba go splawiac wszelkimi mozliwymi sposobami.

    1. Ania pisze:

      Ja pracuję w biurze.. prywatnym, ale nawet gdybym należała do administracji publicznej- wkładam uśmiech na usta, miłe usposobienie i przyjmuje klientów. :)

  13. ja część mojej pracy wykonuję w biurze i jestem przerażona, kiedy muszę zadzwonić do innego urzędu (który jest ZOBOWIĄZANY do współpracy z nami)… jeśli urzędnik z urzędnikiem nie jest w stanie się porozumieć, to już słaba sytuacja… ale ja już ich wszystkich sposobem biorę :D z reguły się udaje, ale czasami bywa ciężko… :D

    1. Ania pisze:

      Dokładnie. Czasem myślę, że to zależy od człowieka… albo od powiatu :)

  14. Z lekka mozna się pośmiać, ale tak to jest nie kompetentni ludzie na stanowiskach, nie wiedza o co chodzi, ale to nie tylko w PL, najważniejsze mają pracę (dobrze płatną bo płaci państwo) a reszta aby tylko odwalić swoje 8 godz, i zrobić co szef każe a petenci niech piszą podania, prośby itp to moze się coś z tym zrobi.

    1. Ania pisze:

      Też mi się wydaje. Na ogół ludzie narzekają na polską administrację, ale za granicą też różnie bywa.

  15. flowers28 pisze:

    Ręce opadają nic więcej… zawsze staram się być tak upierdliwa jak one i zazwyczaj dostaje to czego potrzebuje ale co się nawściekam przy tym łohoho

    1. Ania pisze:

      Mnie irytuje brak kompetencji. Dziewczyna przełącza mnie do faceta… z Urzędu Stanu Cywilnego. A w jaki sposób niby on ma mi pomóc przy szukaniu uchwały z 92 r. :)

  16. consek pisze:

    W sumie Aniu miałaś i tak dużo szczęścia, że nie trafiłaś na automatyczną sekretarkę, tylko urzędniczkę z krwi i kości z którą mogłaś porozmawiać ;)

    1. Ania pisze:

      Fakt, jakiś plus :)

  17. I dlatego nienawidzimy urzędów, biur, sekretariatów itd. ponieważ w większości nie załatwia się spraw od razu tylko trzeba prosić się i nawiedzać ich systematycznie :/ Nie mówimy, że jest tak wszędzie ale takie sytuacje skutecznie odstraszają :/

    1. Ania pisze:

      Dokładnie, też wydaje mi się, że to zależne od urzędu, od ludzi, od przełożonych. Nawet zwykły, sieciowy sklepik- w jednym miła obsługa, w drugim niekoniecznie. Tu dużą rolę dogrywają zwierzchnicy, którzy albo dbają o klienta/ petenta, albo nie.

  18. ~singiel mama pisze:

    Zdobyłaś te uchwały kopię, skan czy cokolwiek? Masakra. A niby już weszliśmy do Europy i wprowadzono nowe standardy. Po diabła im komputery i internet skoro z tych dobrodziejstw nie korzystają zgodnie z przeznaczeniem. W tym urzędzie faktycznie przydałby się ktoś kto narzuci nowe standardy i ład. No i pora zakończyć erę, gdzie idąc do urzędu liczy się na łaskę biurokraty. Tak naprawdę, to dzięki nam – petentom mają pracę. Uśmiech na twarzy i odrobina empatii nigdy nie szkodzi, a życie może być wówczas łatwiejsze.

    1. Ania pisze:

      Dokładnie. Odrobina uśmiechu i życie staje się łatwiejsze.

  19. haha
    często nie dzwonię po biurach, urzędach…ale gdy mi się to zdarzy, to mam dokładnie takie same doświadczenia. Ty to ujęłaś po prostu…ekstra :) samo życie

    1. Ania pisze:

      No przyznam, że cały dzień się potem z tego śmiałam, bo nie dość, że żądałam uchwały od kierownika USC to jeszcze zostałam mianowana babą z biura :)

  20. ~feel-sexy pisze:

    Skąd ja to znam ;) lepiej nie mogłaś tego opisać. Nie raz i nie dwa dostawałam kolejne nr do Pani X, która się dana sprawą zajmuje ;) i zonk. Zazwyczaj coś szło nie tak.

    1. Ania pisze:

      Ojejku, trzymam kciuki, abyśmy inne sprawy mogły załatwiać szybciej :)

  21. ~chomikowa pisze:

    w końcu i ja dotarłam ;)
    Wiesz… u mnie w mieście też, zeby dostać uchwałę, czy coś, to trzeba wnioski pisać itp :P Uwierz mi, że w niektórych krajach jest jeszcze gorze ;)

    1. Ania pisze:

      Aż strach pomyśleć :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Google Plus
  • Twitter
  • Facebook