Czego możemy uczyć się od dzieci

156_1

Każdy z nas ewidentnie widzi różnicę m. życiem dorosłego, a dziecka. Co prawda nie jesteśmy w stanie rozgraniczyć tego jedną, konkretną kreską, jednym, konkretnym momentem (ani uzyskanie pełnoletności, ani skończenie szkoły średniej, ani założenie własnej rodziny- nie zawsze o tym świadczy), ale instynktownie wyczuwamy to.

Co Wy na to, abyśmy powspominali dzieciństwo? Nie proszę, abyście w komentarzach wrzucali mi od razu swoje życiorysy :) Z pewnością byłyby ciekawe, ale żeby przeczytać każdy z nich, musiałabym poświęcić na to resztę swojego życia :) Dlatego pierwsza myśl- z czym kojarzy Ci się dzieciństwo??

Moje dzieciństwo było zdecydowanie za krótkie. Może dlatego też staram się nadrabiać je teraz? ;)  A kiedy zamknę oczy i zacznę wspominać to… czuję zapach maciejek, które żyły sobie w donicy za moim oknem, smakuję naleśników usmażonych przez moją mamę i podanych z dżemem wiśniowym, słyszę skrzypiącą huśtawkę i te motyle w brzuchu, kiedy rozbujam się za mocno. Nie lubię niedziel, bo wiem, że po dobranocce będę musiała iść spać, a następnego dnia rano wstać do szkoły. Słyszę śmiech mojej przyjaciółki S. Słyszę: Tylko nie wracaj zbyt późno- za każdym razem na do widzenia…

A Ty? Zamknij oczy, nie myśl o tym, co teraz. To nie jest ważne. Wróć wspomnieniami do dzieciństwa. Czy było one zabawne i oblepione watą cukrową? Zapomnij na chwilę o przykrych momentach, o szlabanie na wyjście z kolegami na podwórko, o zdartym kolanie, o przedziurawionej piłce… I jak? Co widzisz? Napisz mi o tym, proszę…

I kiedy wracamy już ze swojego dzieciństwa do realnego świata zwanego współczesnością, widzimy tuż obok: swoje dzieci, wnuki, może podopiecznych, jeśli gdzieś z nimi pracujemy. Nasi znajomi i rodzina powiększają się właśnie o te małe istoty. Dziś wspomnę tylko o kilku rzeczach, które w nich podziwiam, których chcę się nauczyć, a których czasem zazdroszczę ;) Zaczynamy!

OD DZIECI MOŻEMY NAUCZYĆ SIĘ…

1. …spontaniczności.

Idę do przedszkola po siostrzeńców. Najpierw odbieram jednego, potem z sali obok wyłania się drugi. Kiedy ubieram młodszego, starszy nagle staje na środku szatni, wiruje w kółko i śpiewa wymyśloną piosenkę na cały głos. Inne dzieci i ich rodzice albo go mijają, albo biją mu brawo i podziwiają.

- Dlaczego tańczysz?- pytam z ciekawością.

- Bo przyszłaś po mnie zamiast rodziców, pójdziemy do ciebie, obejrzymy bajkę i zjemy wszystkie wafelki!- tłumaczy Wiktor. Tańczy, bo po prostu jest szczęśliwy.

No i dobra, a teraz Ty- stań na środku sklepu i zacznij tańczyć, śpiewać, wirować… bo akurat przeceniono twoją ulubioną kawę… Jestem pewna, że od razu wezwą ochronę… a przecież chciałabyś/chciałbyś być spontaniczny. ;)

2. … radości.

Dzieci łatwo wpadają w euforię. To łączy się z ich spontanicznością. Taki ‚o motylek!‚, taki ‚o deszczyk!‚ i masa innych rzeczy potrafią dziecko niesamowicie uszczęśliwić. Pamiętam, kiedy na spacerze z siostrzeńcem, zatrzymywał się i każdego ślimaka, który wszedł na chodnik, najpierw witał okrzykiem- O witaj ślimaczku! a potem ostrożnie zestawiał go na trawnik, aby przypadkiem nikt go nie zdeptał. Często my dorośli, aby naprawdę z czegoś się ucieszyć, potrzebujemy dużej sprawy: awans, kupno nowej sukienki, wizyta przyjaciółki. Tymczasem będąc dzieckiem nie trzeba wielkich spraw. Wystarczy kamyk, wystarczy głupia mina zrobiona do lustra, wystarczy porwana dla zabawy kartka… Niby nic takiego, a radość jaka wielka ;)

3. …równego postrzegania innych ludzi.

Kiedyś koleżanka (dajmy na to E.) opowiadała mi o swojej córce O., która chodziła do przedszkola. Do grupy dziewczynki dołączyła inna dziewczynka. Nowa koleżanka chorowała na zespół Downa i niestety nie była w pełni sprawna. Pewnego dnia mała wraca z przedszkola, siada obok E. i mówi:

-Mamo! Ale ta K. jest głupia!- E. robi wielkie oczy, od zawsze uczyła swoje dziecko, aby nie krytykowało innych, a już tym bardziej aby szanowało ludzi chorych. Tym większe było zdziwienie, ponieważ E. była przekonana, że jej córka i owa K. przyjaźnią się, ile razy widziała, jak O. podaje coś K., pomaga jej założyć płaszczyk, czy staje w jej obronie.

- Dlaczego tak mówisz?

- Bo K. jest inna!- upiera się mała.

- Wiesz kochanie, to że K. jest chora. Nie oznacza, że jest inna…

- Mamoooo- przerywa córka, robiąc tradycyjne face-palm- nie rozumiesz! Ona nie jest dziwna, bo jest chora. Ona jest dziwna, bo lubi różowy kolor, a duże dziewczynki, takie jak ja, to nie lubią już różowego.

Ta historia po prostu mówi wszystko. Dzieci nie widzą biednego, bogatego, ładnego, brzydkiego itp. Dzieci widzą wszystkich jednakowo, dopóki ta osoba chce się z nimi bawić, kocha je, rozbawia itp. dopóty jest najlepszym przyjacielem.

A my? Ile razy zdarzyło się ocenić książkę po okładce…

4. … poświęcenia w pełni jednej czynności.

Wkładam pranie do pralki, ramieniem przytrzymuję telefon, a myślami jestem już przy obiedzie. Jak wszyscy dorośli, jestem wielofunkcyjna (no ok, może faceci są mniej, ale nie ważne ;) ) Dziecko, kiedy czymś się zajmie, jest po prostu tak mocno tym pochłonięte, że ani myśli zmienić zabawę, przesunąć się, bo mama chce tu akurat odkurzać, czy rzucić wszystko i pójść na obiad. Kiedy buduje z klocków, jego konstrukcja jest najważniejszą konstrukcją świata. Bez niej ziemski glob zaraz runie. Kiedy maluje, jego obraz jest cenniejszy niż dzieło Picassa. Wszystko, co robi, robi całym sobą. Czasem widać to nawet po mowie ciała- wytknięty język, zamglone oczy, rumieńce.

I tego chciałabym się nauczyć bardziej. Jedyną rzeczą, która może mnie tak pochłonąć, jest dobra książka. Wówczas może się walić, palić, a ja i tak pozostanę w świecie bohaterów ;)

5. …nierealistycznych marzeń i planów.

- Może pojedziemy weekend do pani T.?-pytam.

- Kochanie, w weekend przychodzą goście.

Innym razem…

- To może pojedziemy w góry?

- Kochanie, nie dostanę urlopu, a z resztą co zrobimy z psem?

Innym razem…

- Marzy mi się wyjazd do Hiszpanii…

-Wiem kochanie, ale na razie musimy oszczędzać, są inne priorytety.

Życie dorosłe. Po prostu. Tu wszelkie plany, marzenia często w zderzeniu z rzeczywistością muszą ulec zmianie. Natomiast dzieci potrafią marzyć…

- o tym, że kiedyś zostaną strażakiem. Dorosły człowiek od razu przeanalizuje- testy sprawnościowe.. hmm.. za słaby jestem, a jak już zdam to się nawdycham tych dymów, oparów.. No nie, odpada.

- zostanę księżniczką… hmm w różu mi słabo, a poza tym co ja bym robiła w tej wieży, zanudziłabym się.. itp.

Wiem, przerysowuję, ale tylko dlatego, aby pokazać, jak wiele tracimy nie marząc, odsuwając swoje plany i pragnienia na dalszy plan.

6. …beztroskiego życia.

Praca, dom, dzieci, chory zwierzak, niezapłacona rata kredytu, zepsuty samochód. Czasem mówi się- nieszczęścia chodzą parami. I czasem tak właściwie jest. Kiedy jesteśmy dziećmi, to na barkach rodziców spoczywają te troski i kłopoty. Nawet jeśli jednym uchem dosłyszymy, że tata stracił pracę, czy że mama rozwaliła zderzak w aucie, to jednak nie jesteśmy tego świadomi. Nie niesie to za sobą żadnych konsekwencji.

Wszystkie te przykłady podałam w przypadku zdrowych, szczęśliwych, kochających się rodzin. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie są takie, że nie wszystkie dzieci mają to szczęście… ale choć na chwilę warto przystanąć, poobserwować maleńkie istoty. Od nich naprawdę wielu rzeczy możemy się nauczyć, a nawet jeśli nie nauczyć, to z pewnością przypomnieć.

Zapytacie- po co? A ja Wam powiem- abyśmy mogli być naprawdę szczęśliwi.

Szczęśliwego wieczoru

życzy A. :)

P. S. Konwenanse wtargnęły na facebookowe salony. Jeśli masz ochotę dołącz do mnie i zalajkuj fanpage (link na stopce po lewej stronie). Będę wdzięczna :)

15 przemyśleń na temat “Czego możemy uczyć się od dzieci”

  1. zakochałam się w tym wpisie…
    naprawdę, super to podsumowałaś

    1. Ania pisze:

      Dziękuję i miłego dnia Dorotko :)

  2. ~Syla pisze:

    Moje dzieciństwo – to wakacje u mojej najukochanszej babci na świecie. To ogromny płacz gdy wracalam do domu…teraz wiem jak serce bolalo moich rodziców kiedy nie chciałam wracać do domu bo mam swoich synów – dopiero to zrozumialam. Dzieciństwo to krowie mleko pite przez słonie zrobioną z żyta – pite prosto z wiadra po udokumentować oczywiście… Piękne było moje dzieciństwo nie zmieniłaby je na żadne inne…

    1. Ania pisze:

      Sylwiu, czytałam Twój komentarz z dreszczykiem. To cudowne mieć takie wspomnienia. Jestem przekonana, że Kubuś i Franio też będą wspominać z radością swoje dzieciństwo. :)

  3. ~Ania pisze:

    Siedzę i śmieję się z pierwszego punktu. Wyobraziłam sobie siebie tańczącą, bo przecenili moje ukochane owoce. I z pewnością zgarnęłaby mnie ochrona prosto do szpitala na badania ;) Wszystko to co napisałaś to prawda. Dzieciom najbardziej zazdroszczę cieszenia się z małych rzeczy i właśnie tej spontaniczności. Życie byłoby o wiele prostsze, ale my dorośli zawsze analizujemy, za bardzo wybiegamy w przyszłość. Pewnie dlatego, że już trochę znamy życie i wiemy, że nie wszystko zawsze układa się po naszej myśli, a dzieci? One są wolne od problemów i niech tak będzie jak najdłużej, w końcu dzieciństwo ma się jedno!

    Natomiast wracając do mojego dzieciństwa to najbardziej utkwiły mi w głowie wakacje. Szalone wycieczki na rowerach i złamana ręka na rolkach ;) Z chęcią wróciłabym do tych czasów, chociaż na chwilę albo dwie;)
    Pozdrawiam i miłego dnia Ci życzę! :)
    PS: Post przypadł mi strasznie do gustu! Polecam!:)

    1. Ania pisze:

      …a mnie wieźliby zaraz po Tobie, bo tańczyłabym śpiewając- Przeceeeenili mi pietruszkę, a przecież chcę zroooobić rosół :)
      Dziękuję Aniu za polecenie i Tobie również miłego dnia :))

  4. consek pisze:

    Aniu… powiem jedno… będziesz wspaniałą mamą :) no i dodam oczywiście, że jak zamknęłam oczy to przeniosłam się na ławeczkę do babci..środek lata… powietrze drga od upału.. a ja siedzę na owej ławeczce,macham nogami w nowych pantofelkach i wdycham zapach jaśminu :) ech.. dlaczego większość miłych wspomnień dotyczy wizyt u dziadków?… Mam nadzieję, że moje wnuki też będą miały takie wspomnienia, związane z pobytem u mnie ;) aha.. jaśmin już posadziłam jakby co ;)

    1. Ania pisze:

      Dziękuję Consku za miłe słowa, o ile hashimoto nie przeszkodzi mi w macierzyńskich planach :(
      To trzymam kciuki za jaśmin, za wnuki i za Wasze wspólne wspomnienia, których będziecie autorami :)

  5. ~Monia pisze:

    Siostra! A pamiętasz te niedziele, gdzie rano rozbrzmiewało disco polo na polsacie?! I nasza bujacza w przejściu! :)
    I do tych perfekcyjnych naleśników słodkie kolakao. I oczywiście mała ja, patrząca, w której szklance jest go więcej :D :*

    1. Ania pisze:

      Ta i każdego wieczora po trzykroć krzyczałaś do wszystkich- Dobranoc! Kocham Cię! :)) A disco polo i drewniana bujaczka w futrynie, rewelacja :)

  6. na myśl o moim dzieciństwie słyszę wieczorne wołanie rodziców „Olaaaa, do domuuuu!”, i moją odpowiedź „mamooo, jeszcze pięć minut! Kasia i Justyna jeszcze są!” :D to słynne „pięć minut” sprawia, że się uśmiecham :)
    na myśl o dzieciństwie słyszę wołanie „Olaaaa, chodź na obiad”, i moją odpowiedź „nie jestem głodna, bawimy się teraz w podchody”. A później w moje brudne ręce zostaje wepchnięta bułka i parówka :D cudownie :D
    na myśl o dzieciństwie widzę rysowany na ziemi dom, z pokojami, kuchnią i łazienką. Widzę zupę pomidorową ze startej czerwonej cegły, zupę szczawiową z liści chwastów i kotlety mielone z błota :D prawdziwa i odpowiedzialna zabawa w dom, chodzenie do pracy i palenie papierosów, za które służyły patyczki od lizaków :P
    Serce się raduje na każde wspomnienie z dzieciństwa. Tych smutnych momentów się nie pamięta.
    Trochę mi żal współczesnych dzieci, które swoje dzieciństwo będą kojarzyć z komputerami, grami, tabletami i telefonami komórkowymi. Dzieciństwo z lat 80. i 90. chyba już nigdy nie wróci… a szkoda!
    pozdrawiam i dziękuję za wspaniały wpis, który wywołał uśmiech na mojej twarzy :)

    1. Ania pisze:

      Cieszę się, że mój wpis wywołał takie pozytywne emocje. Zabawa w sklep i płacenie kamieniami, wyścigi na rowerach… To wszystko było takie fajne, takie absorbujące. Teraz jeszcze na niektórych osiedlach widzę dzieci, które bawią się w ganianego, grają w piłkę, ale większość jednak zamiast bujać się na trzepaku, siada na nim i przegląda coś na tablecie, zamiast bujać się na huśtawce, pisze SMS-y. Nasze czasy były ciekawe. Niczego nie było w nadmiarze, oprócz wyobraźni… Zwykły patyk stawał się groźnym wężem boa, a krzaki wokół domu istną dżunglą. :)

  7. Ja za dzieciństwem nie tęsknię i raczej nie zatęsknię. Z wielu powodów. Głównym jest to, że wolę mieć swoje życie we własnych rękach. Nawet jeżeli dokonuję czasem nietrafionych wyborów – wolę by były moje. Od maleńkości czekałam na to by nie musieć o wszystko pytać i prosić rodziców. By nie musieć być od nich zależną. Od kilku lat nie jestem i jest mi z tym dobrze. Ale to ja… Obiektywnie rzecz ujmując Twój wpis jest całkiem trafiony :)

  8. ~gabunia76 pisze:

    Uwielbiam czytać Twoje wpisy Anula są zawsze takie pełne emocji i dojrzałości życiowej. Ten wpis przypomniał mi niektóre wydarzenia z dzieciństwa. Jedne całkiem zabawne, a inne przykre i smutne bo w większości niestety takie było moje dzieciństwo :( odkąd sięgnę pamięcią to pamiętam tylko strach i częste pobyty w szpitalu. Z takich fajnych chwil pamiętam jak z kuzynostwem chodziliśmy na pobliską górkę na sanki i tam szaleliśmy, a potem zmęczeni i szczęśliwi wracaliśmy do dziadków. Pamiętam też jak dziadek woził mnie takimi dużymi saniami ciągniętymi przez konia do szkoły i wszystkie dzieciaki mi zazdrościły :) Dużo czasu spędzałam z dziadkami na gospodarce i uwielbiałam te wszystkie wiejskie obrządki. Dziadki były dla mnie jak drudzy rodzice nie krzyczeli, nie wychowywali tylko rozpieszczali :)

    Bycie dzieckiem jest takie piękne. Dzieciaki tego nie doceniają bo nie zdają sobie sprawy jak ciężko jest być dorosłym. Dziecku wiele się wybacza, na dużo zachowań przymyka się oko i na wiele mogą sobie pozwolić. My dorośli blokujemy się i powstrzymujemy przed wieloma zachowaniami, które opisałaś w swoim wpisie bo nasz rozum, zasady czy poglądy nam na to nie pozwalają. Krępujemy się bycia naturalnymi, spontanicznymi i szczęśliwymi w obawie co sobie inni o nas pomyślą czy aby nie odbiorą nas jako szalonych i nieodpowiedzialnych, a nawet niebezpiecznych wręcz i nieobliczalnych ludzi.
    Pamiętam jak moja mama ciągle mi powtarzała gdy byłam trochę starsza co wypada czego nie wypada, a jak się trzeba zachować w danej sytuacji itd. i jakoś tak do teraz mi to zostało. Żyję bardziej dla innych niż dla siebie i cały czas się zastanawiam jak się zachowywać by wszystkich uszczęśliwiać co jest totalnie niemożliwe.

    Ściskam Cię Anula serdecznie :)

    1. Ania pisze:

      Ja sama Ci zazdroszczę, bo sanie ciągnięte przez konie w zimę to spełnienie marzeń wielu dzieciaków :) Pozdrawiam cieplutko :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Google Plus
  • Twitter
  • Facebook