Bo te baby same nie wiedzą, czego chcą

178H

Dziś nieco filozoficznie o życiu i mniej zabawnie. W ostatnim czasie moją głowę zaprząta kwestia faceta- idealnego. Wiecie, że jeszcze w tym roku ukaże się moja nowa powieść „Szczęście od jutra”. W mojej książce oprócz wielu innych kwestii dotyczących naszego życia oraz tego, jak bardzo chciałam pokazać różne oblicza szczęścia, skupiłam się tak samo mocno na głównej bohaterce, jak i na mężczyznach wokół niej. W porównaniu do „Pelargoniowego balkonu”, gdzie tam głównie myślałam o Alicji ,bohaterce, jej przeżyciach, emocjach i doświadczeniach, „Szczęście od jutra” będzie nieco inne.

W związku z tym jak wiecie, nasuwają mi się liczne pytania, wątpliwości. Zbieram do jednego worka wszystkie obserwacje i własne doświadczenia oraz doświadczenia moich rozmówców, a tych jest sporo: rodzina, przyjaciele, znajomi, klienci, współpracownicy itd. Dosyć często słyszę od mężczyzn, że kobiety same nie wiedzą, czego chcą i przyznam otwarcie, że tak jak na początku strasznie się burzyłam, gdy to słyszałam, tak z biegiem czasu chyba zaczynam (co dziwne :) ) rozumieć facetów.

Jakiego faceta chca kobiety-

Kiedy pytam kobiet, jakiego mężczyzny potrzebują, wszystkie na ogół mówią w pierwszej kolejności: prawdziwego. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że prawdziwy facet dla każdej z nich oznacza kogoś innego. Co gorsza, większość kobiet mówiąc o prawdziwym facecie, myśli o ideale, który ma zawsze swoje zdanie, nie liczy się z innymi, który organizuje spontaniczne wycieczki, wysyła bukiety kwiatów i codziennie chodzi na piwo z kolegami. Taki facet do zdobycia, do ujarzmienia, do udomowienia. Prawdziwy bad boy. Być może chodzący na siłownię pięć razy w tygodniu, mający tatuaże na połowie ciała, a nawet niebezpieczną przeszłość. Nie ukrywajmy, lubimy takich facetów, bo wydaje nam się, że dla nas taki ideał będzie czuły, a dla reszty świata twardy i niedostępny. Gorzej jeśli zamieszkamy z takim bad boyem i to, co nas prawdziwie w nim pociągało, okazuje się prawdziwym koszmarem. Jego siłownia psuje nam plany na wieczór. Jego aspołeczność zaczyna izolować nas od bliskich. Jego stanowczość w prawdzie okazuje się być tyranią. Już nie imponuje nam to, że jeździ BMW. Bardziej zastanawiamy się, skąd wziął na nie pieniądze. I tak wyjścia z kolegami na piwo nie jest już sexi, bo jego powrót nad ranem sprawia, że nie mamy ochoty na nic innego, jak na strzelenie takiego faceta w twarz. Bo przecież czekałyśmy całą noc, nie spałyśmy, martwiłyśmy się, on nie odbierał telefonów, może go pobili, może nas zdradza, może leży pijany w krzakach…

I tu wracamy do początku. Kobiety pragną faceta- maczo pod warunkiem, że udomowią go niczym chomika. Kobiety chcą bad boya pod warunkiem, że będzie miał pracę, wracał o piętnastej, jadł obiad i pomagał w domowych porządkach. Takie błędne koło. Bo po pewnym czasie zacznie się wygadywanie: kiedyś byłeś facetem, kiedyś kupowałeś mi kwiaty i zabierałeś na spontaniczne randki. Facet zaczyna mieć mętlik w głowie, no bo jednak skoro dał jej się udomowić, to dlaczego ona ma teraz pretensje, że jest ciepłym misiem, kłapouszkiem, tulaskiem.

Faktycznie często tak jest. Pragniemy czegoś, co nieosiągalne. Pragniemy Greya, ale jeśli nasz facet zmuszałby nas do rzeczy, których nie lubimy, od razu dostałby patelnią przez łeb. Pragniemy Mitcha Buchannona ze „Słonecznego patrolu”, ale jeśli którejś Barbie miałby zrobić reanimację metodą „usta usta” na plaży, zabiłybyśmy. Pragniemy Krzysztofa Hołowczyca, ale jeśli tylko nasz mąż przekracza 50km/h obrywa torebką po grzbiecie i jest zastraszany słowami: na Boga, jedziemy z dziećmi!

To wszystko usłyszałam od kilku moich kolegów i wiecie co? Myślę, że coś w tym jest. Myślę, że w naszych czasach trudno być facetem. My, wychowane na bajkach o królewnach ratowanych przez księcia na białym koniu, marzymy o facecie silnym, stanowczym, czasem nawet o socjopacie. Kiedy jednak przychodzi nam żyć z takim facetem, to staramy się zrobić wszystko, aby był uczynny, gospodarny, czuły, spokojny, a nawet byłoby dobrze, gdyby nie miał swojego zdania. Bo i po co…  A niech tylko spróbuje się przeciwstawić…

Kochani, a Wy co o tym sądzicie? Myślicie, że jakich facetów pragną kobiety? Tych złych, czy raczej tych słodkich?

Czekam na Wasze zdanie.

Buziaki!

Ania

annabalinska.blog.pl

 

22 przemyślenia na temat “Bo te baby same nie wiedzą, czego chcą”

  1. ~mlodakk pisze:

    Hmmm, mi się wydaje że raczej tych słodkich, ale też bez przesady. Na pewno takiego który zajmie się kobietą a potem może iść na piwo. Bo taki tulasek i misiaczek to do do przesady byłby niemożliwy, ale żeby miał w sobie chociaż 50 procent romantyzmu to już lepiej.

    1. Ania pisze:

      Pół na pół. Wstrząśnięty, nie zmieszany :)

  2. ~Iwona pisze:

    Aniu, myślę, że zdanie na temat faceta na życie w dużej mierze zależy od naszego wieku. Gdy byłam młodziutka lubiłam chłopaków z wyobraźnią, z wariackimi pomysłami, takich, którzy podobali się wszem i wobec. Nie twierdzę, że potem przestałam ich lubić, jednak teraz facet z wyobraźnią oznacza dla mnie już co innego. To taki, który mnie zna, potrafi odgadnąć dlaczego jestem smutna, a jeśli nie odgadnie to pyta a nie obraża się. Taki, który spędza czas podobnie jak ja i przy którym czuję się bezpiecznie. To jest zresztą chyba najważniejsze – to poczucie bezpieczeństwa. Tak to już jest, że podoba nam się w mężczyznach to, czego nie chciałybyśmy mieć w domu na co dzień.

    1. Ania pisze:

      To prawda. Na ogół pragniemy tego, czego nie mamy. I to dotyczy wszystkich aspektów naszego życia, również relacji damsko- męskich..

  3. ~hegemon pisze:

    Nie sądzę, że istnieje jeden ideał faceta, tak jak nie istnieje jeden ideał kobiety. Jesteśmy jako ludzie tak różnorodni, że każdy zaspokaja czyjeś inne potrzeby. To co napisałaś, to są oczekiwania społeczne, natomiast czego pragnie pojedyncza kobieta? Jeżeli jest wychowana na bajkach Disneya i na dodatek w nie wierzy, to wiadomo czego pragnie. Zresztą bajki nie mają dalszego ciągu poza – żyli długo i szczęśliwie, bajki opowiadają tylko o zdobywaniu – - która bajka opowiada o prozie życia? Sądzę, że największym błędem, jaki popełniamy my ludzie niezależnie od płci jest hodowanie w marzeniach ideału, a potem próba dostosowania partnera/partnerki do tego ideału. Dużo szczęśliwsi są ludzie, którzy najpierw chcą poznać drugą osobę, a potem są z nią pomimo jej „braków”.

    1. ~gabunia76 pisze:

      Bardzo trafnie to ująłeś hegemonie, też tak uważam, że każda kobieta jest inna i ma różne potrzeby oraz wymagania co do swojego ideału mężczyzny, grunt to nie oglądać za dużo bajek i filmów romantycznych, bo można za bardzo popaść w wyidealizowane paranoje, a takim już trudno sprostać :)

      Pozdrawiam

      1. Ania pisze:

        Albo oglądać bajki i romantyczne filmy, ale potrafić oddzielić je od rzeczywistości :)

    2. Ania pisze:

      Zgadzam się Hegemonie. Żyjemy z ideałem, lecz po pewnym czasie spadają różowe okulary (ostatnio czytałam badania, w których psychologowie uznali, że ten proces trwa do 2 lat) i okazuje się, że nie jesteśmy z tą osobą, którą sobie wymyśliliśmy. I wtedy dopiero następuje ciężka praca, czyli wypracowanie związku, bycie z osobą, która jednak nie jest idealna, ale mimo to wciąż ją kochamy.

  4. ~jotka pisze:

    To chyba jestem nietypowa, bo zawsze miałam inne oczekiwania i inne cechy liczyły sie w moim rankingu. Tu przypomniałaś mi, że miałam napisać właśnie o tym zderzeniu ideału z rzeczywistością…

    1. Ania pisze:

      W takim razie czekam na Twój tekst Jotko :)

  5. ~Maks pisze:

    Myślę, że najlepiej jeśli facet (lub kobieta) jest i do tańca, i do różańca ;)
    Jeśli ktoś przegina w jedną stronę, czyli pije, nie wraca na noc, naczynia myje raz do roku, to ciężko z kimś takim żyć. Ale z pantoflarzem też ciężko żyć.
    Najlepiej znaleźć złoty środek, tylko problem w tym, że nie ma ideałów wśród ludzi..

    Pozdrawiam :)

    1. Ania pisze:

      Dokładnie. Najlepsze są związki, w których partnerzy wiedzą, w którym momencie przejąć swoją rolę, a w którym partnera. Czasem tak jak wspomniałeś ktoś myje naczynia raz do roku i to trudne dla drugiej strony. Dlatego szanuję takie kobiety/ mężczyzn, którzy na co dzień są sobą, ale kiedy wymaga tego sytuacja, potrafią pomóc partnerowi.

  6. Bo to niestety tak jest, że chcemy mieć wszystko. To ludzkie, prawda. Dążymy, by mieć ciastko i zjeść ciastko, a że to niemożliwe, że nie zgadza się już w teorii – no to co? kobiety, przynajmniej większość tego nie widzi i nie docenia tego, co ma. napisałam właśnie u siebie, że moim zdaniem docenianie tego co się ma, nie wiąże się z stagnacją, raczej wewnętrznym spokojem, który umożliwia dalszy rozwój

    1. Ania pisze:

      Dokładnie. Idealne podsumowanie to zdanie o ciastku- chcemy zjeść ciastko i mieć ciastko.

  7. ~Clara pisze:

    Mój Facet w roli Misia sprawdza się doskonale, jego opiekuńczość i troska sprawiają że czuję się jak Królowa! A i pozwoliłam mu rządzić w mojej kuchni! A zdawało mi się, żer żadnemu nie pozwolę

    1. Ania pisze:

      Mój mąż raczej też typ misia. Potrafi wyjść z psem, abym mogła pospać dłużej, zrobić śniadanie do łóżka, wyjść z inicjatywą i zaprosić do kina.

  8. Ooho trudną sprawę poruszyłaś :P Tak jak pisałaś pragniemy jednego a gdy już to dostaniemy to nagle zmieniamy zachcianki. Takie my kobiety w większości jesteśmy :P Haha np. ja chciałabym faceta, który zna się na cukiernictwie (imponują mi tacy i nic z tym nie zrobię xD) ale w sumie gdyby miałby się wtrącać w moje wypieki to chyba bym go zabiła :P

    1. Ania pisze:

      Właśnie zaczęłam się zastanawiać, gdyby mistrz cukiernictwa, zaczął wtrącać się w Wasze wypieki… a może dołączyłby do Was i udałoby się wyczarować jeszcze lepsze ciastka :)

  9. ~Ultra pisze:

    Prawda zapewne leży pośrodku. Każda z nas ma inne oczekiwania i inny model męski jako wzorzec ideału. Dla jednych wygląd ważny, dla innych wnętrze, a jeszcze inne potrzebują bezpieczeństwa. A tak nawiasem, jest ideał?
    Serdeczności

    1. Ania pisze:

      Chyba nie ma :)

  10. ~Pojedyncza pisze:

    Nasza wizja ideału zmienia się z czasem, wiekiem, doświadczeniami. Nastolatce może zaimponuje „chłopak z gitarą” albo „bad boy”, ale gdy 15 lat później będzie próbować ułożyć sobie życie rodzinne, to będzie zwracać uwagę już na inne cechy. Podobnie jeśli w poprzednich związkach był z czymś problem, to potem czujniej się patrzy na ten sam aspekt w kolejnych.
    Choć oczywiście czasami jest tak, jak piszesz – tzn. jakaś cecha danej osoby nas przyciąga, ale potem może stanowić problem we wspólnym życiu. Np. jeśli ktoś dużo imprezuje albo ma absorbujące hobby – co na początku nas fascynuje, ale potem może zacząć irytować że ktoś non stop jest poza domem. Ale to można kolokwialnie podsumować „widziały gały co brały” – podobał Ci się jego abnegacki styl ubioru, a potem pieklisz się, że nie ubrał garnituru na spotkanie z Twoimi rodzicami?… ;-)

    1. Ania pisze:

      Trochę zgodzę się z tym podejściem nastolatki, ale czasem zdarzają się dojrzałe kobiety, które wciąż pragną „bad boy`ów”. Sama znam takie, które przyznały, że tylko życie w toksycznym związku ma smak. Facet ma być króliczkiem, któy ucieka, a kobieta realizuje się w tym, gdy go goni. Jedna z pań jest koło czterdziestki, ma nastoletniego syna i wciąż ugania się za złymi chłopcami.

Odpowiedz na „~jotkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Google Plus
  • Twitter
  • Facebook