Bo taksówkarzem to się trzeba urodzić droga pani!

203H

Dzisiejszy poranek

Przemierzam ulice Iławy z ulubionym taksówkarzem. Mamy przed sobą niezbyt długą drogę, ale już od pierwszej chwili dostrzegam, że coś jest nie tak. Mój ulubiony kierowca, z którym zwykle prowadzę długie pogawędki, dziś jest milczący. Nie dopytuję, wszak uważam, że każdy ma prawo do gorszego dnia. Spoglądam za okno. Zaczynam swoje rozmyślania, kiedy nagle przerywa dźwięk telefonu.

- Taksi…- przedstawia się mój kierowca.- Słucham? Na ulicę … Dobrze, już wysyłam- rozłącza się, po czym chwyta za mini-radyjko (nie wiem, jak fachowo nazwać sprzęt, którego używają taksówkarze do kontaktu z kolegami z korporacji).

- Panowie, ulica… dom numer… jest do przyjęcia- rzuca, a po krótkim szumie dochodzącym z głośnika, słychać:

- Tu dziesiątka. Przyjąłem. Już jadę.

Kierowca nerwowo uderza palcami w kierownice i zaczyna:

- Widzi pani, jaki ja mam tu burdel!- kiwam głową, bo ewidentnie widzę, że ruch na mieście jest duży, a więc i roboty panowie mają więcej.- Przyjęliśmy do firmy nowego.

- Niebieskie auto?- pytam, gdyż na markach się nie znam, a taksówkarzy zapamiętuję wyłącznie po kolorach samochodów. No i po tym, czy byli uprzejmi, czy nie. Na szczęście w tej firmie utrzymują się tylko sympatyczni, dlatego jestem ich klientką od ponad 4 lat. A że jeżdżę taksówkami kilka razy w tygodniu, więc poznałam już wszystkich pracowników tej korporacji. Co więcej, wystarczy, że wsiadam do taksówki, a panowie od razu pytają, czy do domu, bo adres już znają :) Ale do rzeczy, bo dziś bardzo ważna sprawa!

- Nie. Ten z niebieskiego auta to Mateusz. Mateusz to chłopak pierwsza klasa- macha ręką.- Ledwo z nami zaczął jeździć, a lepiej ogarnia niż ci stali taksówkarze.

- To macie jeszcze nowszego?- dziwię się.

- No tak. Od dwóch tygodni, ale co za gamoń. Zobaczy pani, nim dojedziemy to jeszcze ze dwa razy zapyta, dokąd miał jechać i który numer domu.- Fakt, nie mija sekunda od tego, co powiedział mój rozmówca, słychać młody, męski głos:

- Tu dziesiątka. Dwójka, dokąd ja miałem jechać?

- Na ulice …!- tu pada nazwa ulicy i numer domu. Mój kierowca wzdycha spektakularnie.

- A nie mówiłem?- śmieje się ironicznie.

- To może niech kupi sobie notes i notuje?- podpowiadam.

- Droga pani, kupił sobie. Już po pierwszym dniu. Mówi: będę zapisywał wszystko na kartce. Rzucam mu adres, pod który ma jechać, a za dwie minuty dzwoni i pyta dokąd miał jechać. Więc mu mówię: przecież do cholery miałeś notować. A on na to: no i notowałem, tylko okno otworzyłem i kartkę mi wywiało- śmieję się. Fakt, ten nowy chłopak musi być zabawny. – Z niego to już nic nie będzie.

- Czemu? Skoro jest nowy, to może się jeszcze wdroży w tę pracę?- usiłuję wytłumaczyć nowego taksówkarza.

- Nie. Ja się na tym znam. Ja tą firmę prowadzę od lat i wiem, jak to jest. Taksówkarzem to się trzeba urodzić- podkreśla.- Wszyscy myślą: każdy głupi, co ma prawo jazdy i samochód, może u nas pracować. A guzik prawda! To trzeba być dyspozycyjnym. Wie pani jak jest przykro, gdy w Wigilię albo w Sylwestra wszyscy siedzą w domach z rodziną, a człowiek jeździ jak głupi po mieście?

- Fakt. Wy musicie być 24/h- dostrzegam.

- No właśnie. Ulice trzeba znać.

- Wie pan, teraz to są nawigacje…

- Jaaasne- uśmiecha się.- Nowy też kupił sobie GPS-a- nawiązuje do nowego pracownika.- No i miał jechać na ulicę Produkcyjną, ale że mu się pomyliła z Rolną, to biedaczysko kręcił się między domkami jednorodzinnymi dwadzieścia minut, a potem i tak zadzwonił do kogo? A no do mnie!- mówi, a ja znów się śmieję. Moje rozbawienie przerywa znów głos z mini- radyjka.

- Tu dziesiątka. Dwójka, a który to miał być dom?

- Bez komentarza- rzuca taksówkarz przez ramię, po czym chwyta bezradnie mini-radyjko i mówi- Dom numer trzy.- Odkłada sprzęt i kontynuujemy rozmowę. - A i po nocach się jeździ, to odważnym trzeba być. Różni ludzie jeżdżą. A to po pijaku, a to agresywni, a to podejrzani. Taksówkami nie jeżdżą tylko ci z wyższych sfer. Jakiś czas temu, to nam kumpla pobili i ukradli całą kasę. A wie pani, ile miał?

- No nie wiem…

- 30 złotych, bo dopiero zmianę zaczynał, a w szpitalu to ze dwa tygodnie go trzymali. A i kręgosłup i nogi wysiadają jak tak człowiek tyle za kierownicą siedzi. Także mówię pani, taksówkarzem to trzeba się urodzić- wzdycha ciężko, a ja kończę swoją podróż.

Wracam do domu i wciąż myślę, o tym co mi powiedział znajomy taksówkarz. Każdy zawód jest trudny, ale nie dostrzegamy tego, jeśli się nie wgryziemy w temat. Wsiadamy do taksi, widzimy uśmiechniętego, dobrze ubranego mężczyznę. Wokół roznosi się woń jego perfum, a z radia grają przyjemne rytmy. Pan zagaduje, a nasza podróż trwa dosłownie ułamek sekundy. Płacimy, wysiadamy, koniec. Czym innym jest jednak zawód taksówkarza z drugiej perspektywy…

 

Buziaki na czwartkowy wieczór :)

A.

38 przemyśleń na temat “Bo taksówkarzem to się trzeba urodzić droga pani!”

  1. ~boja pisze:

    No prawda. Taksówkarzem nie może być byle kto, ale taki nieudany taksówkarz, to dopiero jest rarytas!

    1. Ania pisze:

      Takim rarytasem jest teraz ten nowy :)

  2. ~Nitka pisze:

    Święta prawda. Nie docenisz piekarza, póki nie zabraknie ci chleba. Nie docenisz górnika, póki nie doświadczysz chłodu. Świetny konwenansowy wpis :)

    1. Ania pisze:

      Masz rację :)

  3. ~gabunia76 pisze:

    Też uważam, że by pracować w pewnym zawodzie trzeba się do tego urodzić. Nie każdy nadaje się do pracy, czy stanowiska, które piastuje. Czasem na kogoś spojrzymy, dostrzegając zaangażowanie, spryt, kreatywność i od razu mówimy, o ten facet, czy kobieta doskonale odnajduje się w roli lekarza, fryzjera, archeologa lub architekta, a czasem myślimy zupełnie odwrotnie, nie wyobrażając sobie tym samym danej osoby w tym czym się zajmuje.

    1. Ania pisze:

      Zgadzam się Gabuniu :)

  4. To prawda, nie raz sobie myślimy, że ten czy ten to ma fajną robotę, zero wysiłku, a kasa leci. Ktoś może myśli tak i o nas, a nie licząc kilku wyjątków to każdy zawód wymaga wysiłku, poświęcenia, a czasem nawet i ciężkiej pracy, której nikt inny nie widzi :)

    1. Ania pisze:

      Dokładnie, każda praca jest lekka dopóki jej nie poznamy :)

  5. ~Ania pisze:

    I znow to powtórzę: wszedzie dobrze tam, gdzie nas nie ma. Mojej znajomej mąż jest taksówkarzem. Wyjezdza z domu na jeden kurs i wraca po trzech godzinach, bo trafil mu sie jakis extra kurs, no a przeciez nie odmowi bo klienci pojda do innej firmy. Pozdrawiam :-)

    1. Ania pisze:

      Również pozdrawiam Aniu :)

  6. ~jotka pisze:

    No ten nowy to chyba pamięć miał jak durszlak, nawet bez zapisywania chyba może jedną ulicę i numer zapamiętać?
    A temat poruszyłaś ważny, często lekceważymy czyjąś pracę wcale jej nie znając… o bibliotekarzach mówi się, że siedzą w spokoju, kawki spijają i jeszcze im za to płacą (dokładnie takie zdanie usłyszałam przedwczoraj od czytelniczki). Pozdrawiam Aniu :-)

    1. Ania pisze:

      Współczuję Jotko. Twój zawód jest potrzebny i wspaniały. Nikt tak wspaniale nie zadba o książki jak panie z biblioteki :)

  7. feel-sexy pisze:

    Ciężki zawód – pracujesz jak inni świętują lub odpoczywają… niestety.

    1. Ania pisze:

      Dokładnie.

  8. ~Lucja pisze:

    Jak czytam coś o taksówkarzach, to zaraz przypominają mi się „Zmiennicy” :)

    1. Ania pisze:

      Dobry serial :)

  9. Z tymi taksówkarzami to jest różnie. Różni ludzie – sama wiesz. U mnie w mieście taksówek multum ale w życiu nie jechałam taką z której usług byłabym naprawdę zadowolona. Tak jak mówisz wsiadam, płacę i wysiadam, taksówkarze też raczej bardzo „mętni”. Może trafiam zawsze na takich co się nie urodzili kierowcami taksówki po prostu;p

    Pozdrawiam,
    Najszczuplejsza
    [najszczuplejsza.blogspot.com]

    1. Ania pisze:

      Możliwe. Więc w nowym roku życzę Ci wspaniałych kierowców :)

  10. ~Calluna pisze:

    Podstawa dobrze wykonanej pracy, jest polubienie tego co się robi. Pozdrawiam

    1. Ania pisze:

      Też mi się tak wydaje. Polubienie oraz konsekwentne wdrażanie w obowiązki. Również pozdrawiam :)

  11. To fakt, nie raz wydaje nam się, że czyjaś praca jest tak banalna i nieskomplikowana, że każdy głupi by mógł się tym zająć :) A nie ma pracy idealnej dla każdego :)

    1. Ania pisze:

      Dokładnie. Jeden nadaje się do tego, inny do czegoś innego, a najważniejsze znaleźć to co się kocha :)

  12. ~Gaja pisze:

    Każdy z nas jest w czymś dobry (podobno!) tylko należy odkryć w czym i zacząć to robić. Niewydarzony taksówkarz z Twojej opowieści minął się z powołaniem podobnie jak jak przed 9-ma laty ;-)

    1. Ania pisze:

      Też mi się tak wydaje. Prawdopodobnie chłopak nie miał pracy, potrzebował pieniędzy więc wziął pierwszą lepszą robotę. Z drugiej strony podziwiam go, gdyż zamiast pójść na zasiłek i marudzić, że w tym kraju nie ma pracy, zrobił coś ze swoim życiem.

  13. Na taksówki mnie nie stać więc mogę sobie tylko wyobrazić, że nie każdy się nadaje. Ale z wszystkim tak jest :)

    1. Ania pisze:

      Też tak myślę.

  14. ~Gabrysia pisze:

    Każdy zawód polegający na kontakcie z drugim człowiekiem, to swego rodzaju powołanie.
    Mnie kiedys fryzjerka skrzyczała – dosłownie, bo chciałam inaczej niż ona…
    Dziwię się do tej pory sobie, że ja wtedy nie wstałam i nie wyszłam.

    1. Ania pisze:

      Już więcej bym nie poszła do jej salonu.

  15. ~Gosia pisze:

    Teraz już nie, ale kiedyś też jeździłam tak często taksówkami, że nawet Pan taksówkarz nie pytał o adres. Nawet gdy nie miał wydać to stwierdzał „jutro się rozliczymy”. Też miałam swojego ulubionego, z którym jeździłam zawsze – Ci taksówkarze biedni trochę jeśli chodzi o święta i szkoda mi ich rodzin.
    Podczas jednej z rozmów w taksówce weszło na temat kasy i to też zostało mi w pamięci – wszyscy myślą, że taksówkarz to ma taką fajną pracę, jeździ zgarnia parę złotych za kilka minut jazdy – żyć nie umierać, a nikt nie myśli o tym, że paliwo drogie, że trzeba częściej samochód myć, że trzeba go naprawiać częściej, że ma firmę więc musi opłacać zus, odprowadzać podatek itp.

    1. Ania pisze:

      Dokładnie Gosiu. Mój taksówkarz też opowiadał o tym, a to podatek, a to składki, a to dbanie o auto, paliwo itd. wszystko kosztuje.

  16. ~Ewa pisze:

    Z tą taksówka w genach to bohater wpisu nieco przesadził. Ale talent narracyjny to ma rzeczywiście wrodzony. Wspaniale opowiedziane zdarzenie, czyli Autorka bloga zdolności pisarskie też ma chyba wrodzone. A poza tym wszystkim, oznajmiam, że wspaniali bywają taksówkarze. Piszę to bez nacisku na „bywają”.

    1. Ania pisze:

      Dziękuję Ewo :)

  17. ariadna2 pisze:

    Jeśli pójść tym tropem, to nawet na kierowcę wielu się nie nadaje, choć posiada prawo jazdy ;)

    Pozdrowienia ślę :)

    1. Ania pisze:

      Też tak myślę i również pozdrawiam :)

  18. ~panikara pisze:

    To prawda, ja na przykład byłabym beznadziejnym taksówkarzem. Zupełnie nie mam orientacji w terenie i każdego klienta woziłabym pewnie po dwie godziny, żeby w końcu odnaleźć miejsce docelowe ;)

    1. Ania pisze:

      Ja też! :)

  19. ~Agucha pisze:

    Jak ma na imię ten znajomy taksówkarz? ^^

    1. Ania pisze:

      Na moim blogu nie podaję ani niczyich imion ani nazwisk.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Google Plus
  • Twitter
  • Facebook